Cel i droga

StarobocianskiSzlak-FB.jpg

Kiedyś miałem taki styl chodzenia po górach, że obierałem sobie jakiś odległy i wymagający sporego wysiłku cel, a następnie liczyło się tylko dotarcie do niego. Czasami czułem się jak Robert Korzeniowski na olimpiadzie. Paliłem podeszwę tak bardzo, jak się dało, a przerwy były zbędnym kosztem, który należy ograniczyć do minimum. I chociaż zazwyczaj udawało się dotrzeć do celu, to efekt takiego podejścia był taki, że zniszczyłem sobie kolano, a większości przebytych dróg nie pamiętam.
Tym razem jednak obniżyłem poprzeczkę i celem był najbliższy, stosunkowo łatwo dostępny szczyt. Wiedziałem, że pogoda może się zmieniać tego dnia wielokrotnie i przygotowałem się dobrze na każde warunki. Ogólnie rzecz biorąc, pełen spokój i delektowanie się drogą; a nawet przemyślenie kilku ważnych tematów. Ze względu na to, że nie miałem presji czasu, zatrzymałem się na kawę w schronisku po drodze i był to strzał w dziesiątkę, bo była wręcz przepyszna. Do celu dotarłem stosunkowo wcześnie, ale otoczyły mnie chmury burzowe. W takiej sytuacji założeniem było wracać, ale... Myślę sobie, że przecież mam jedzenie i wodoodporne ubrania, to co mi szkodzi trochę poczekać. Zacząłem nawet powoli iść dalej, no wiecie... tak tylko kawałek. W efekcie zaraz się przejaśniło, ja dotarłem na najciekawszy szczyt w tamtym rejonie, a wy możecie nacieszyć oko powyższą fotką.
Rezultatem zmiany podejścia z istnieje tylko cel, na podejście gdzie cel i droga do niego są równie ważne, było to, że pomimo zrobionych 29 km i 11 h na nogach, uważam ten dzień za jeden z najprzyjemniejszych, jakie miałem ostatnimi czasy.
Cel jest ważny, ale równie ważna jest droga do niego.