Korytarz

Korytarz-FB.jpg

Idzie Janek przez korytarz,
A tam, drzwi różnorakie napotyka.
Pierwsze z napisem ODWAGA,
A wiedz, że jest tam taka zasada,
Że gdy napis zobaczysz na drzwiach,
To wchodzisz, albo idziesz w piach.

Po wejściu przez drzwi pierwsze,
Wszedł tam, gdzie bajki i wiersze.
Tam zamek, rycerze oraz smoki,
A za każdym rogiem czary i uroki.
Zobaczył siebie z mieczem i w zbroi,
Toć to rycerz, co niczego się nie boi!
Jednak przed nim całkiem bezczelnie,
Dwugłowy smok, więc ruszył dzielnie,
Bo nie będzie mu te podłe smoczysko,
Stało nad strumieniem, rycerza tak blisko.
Smok, głowy zanurzone miał w wodzie,
Janek pociągnął niczym łyżwa po lodzie,
Swym wielkim mieczem po głowie smoka,
Wnet druga wynurzyła się z potoka.
Całkiem zdziwiona, wręcz zażenowana,
Tak powiedziała już zdegustowana:
Czy ci rycerz mózg odpadł od brody,
Już się nie można spokojnie napić wody!?


Znów na korytarzu drzwi kolejne czekają,
Całkiem dostojne i napis taki mają:
DUMA napisane na samym ich środku,
Wejdzie tam Janek, nie ma wyjścia kotku.
A tam stał się ubrany w dostojne szaty,
Złoto, klejnoty, taki całkiem bogaty.
Bogaty, ale na kawałku drewna dryfując,
Dryfował tak, kłopoty nosem czując.
Sam jak palec a pomocy znikąd,
Pomyślał sobie: „niech to palnie licho!
Natomiast długo czekać nie musiał,
Zbliża się jakaś łódź, co ciszę zagłusza.
Tam grupka prostych rybaków,
Co z higieny i kultury pasowaliby do wraku.
Na to Janek całkowicie się oburzył,
Żaden z tych meneli nie będzie mu służył!
Pomocy nie przyjął, więc dalej popłynęli,
A znaleźli się inni, co teraz go widzieli.
Tym razem był to statek panów,
Którzy nie wpuszczają podejrzanych chamów.
Janek opuścił ten pokój zdenerwowany,
Z życzeniem, że lepszy będzie mu dany.

Na drzwiach następnych PRACOWITOŚĆ,
A tam kosi kosą pszenicę i żyto.
Problem jest jednak, bo tam hektary pola,
Praca uszlachetnia, ale tamto to niedola.
Dostał jednak konkretne zadanie,
A obiecane nagrody za jego wykonanie.
Tak kosząc żmudnie, poznał kolegę,
Powiedziałbyś leniwca lub lebiegę.
Tamtemu to się wcale nie uśmiechało,
Na to koszenie życia będzie brakowało!
– Tak mówiąc, rzucił kose z hukiem,
Tłumacząc, że coś go w krzyżu łupie.
Janek uśmiechnięty i zadowolony,
Już wiadomo, kto nagrodą będzie obdarzony.
Niestety radość nie trwała długo,
Kolega na kombajnie przykrył Janka smugą.
Ten leniwy pole skosił do wieczora,
A Janek pomyślał, że wynosić się pora.

Na kolejnych drzwiach DYSCYPLINA,
Co ma grzeczność za swego syna.
Co wypada, to jest reguła tu panująca,
Patrz na Janka tego słodkiego brzdąca.
Przy nauczycielach, a potem w pracy,
Zawsze taktowny, gdy w pobliżu ważni tacy.
Grzeczny, ułożony, przytakiwał,
Dopiero z kolegami mówił, jak go szef wykiwał.
Dzień po dniu, rok za rokiem,
Niby narzekał, ale pogodzony z wyrokiem.
Bo gdy kolega jego wykazał się asertywnością,
Komunikując sprzeciw nieprawidłowością,
Janek stwierdził błogo szefowi,
Że wszystko jest w porządku, niech nic nie robi.

Wtedy to za drzwi został wyrzucony,
Znowu na korytarzu, ale już przygnębiony.
Szedł tak z opuszczoną głową,
Aż doszedł do ściany i uderzył srogo.
Podniósł oczy a tam napis przed nim:
MĄDROŚĆ – to tam go powiedli.