Król

Król-FB.jpg

Pewien król z siebie zadowolony,
Pomyślał, tak w lustro wpatrzony:
Panuje tu, wszyscy mnie słuchają,
Kontroluje wszystko, co znają.
To ja decyduje jakie jutro będzie,
Kochają i znają mnie tu wszędzie
”.

Trochę później dnia tego samego,
Król głodny, zjadłby coś dobrego.
W swym szkiełku zobaczył smakołyk,
Na samą myśl poczuł się wesoły.
Nakazał wykonać tort kucharzowi,
Kucharz na to, że go nie zrobi.
Bo tyle cukru i tego typu danie,
Jest bardzo szkodliwe na śniadanie.
Król wściekły wydał kucharzowi rozkaz,
Albo zrobi tort, albo spłonie wioska.
Gdy jednak smakołyk pojawił się na stole,
Król stwierdził: „ja kurczaka jednak wole”.
Zmagania te trwały do południa,
Tak codziennie, od stycznia do grudnia.

Po południu król miał spacer w planach,
Natomiast nastąpiła pewna zmiana.
Jakoś nagle chęci go opuściły,
Wcześniej chciał, lecz teraz nie ma siły.
Woli poleżeć, szkiełko pooglądać,
Zapalić fajkę i do kieliszka pozaglądać.

Po takiej sjeście noc się zbliża,
A jak noc to czas się położyć chyba.
No ale królowi spać się teraz nie chce.
Zabawiłby się, coś porobił jeszcze.
I tak się zeszło niemalże do rana,
Wynik tego taki, że kolejna noc zarwana.
Królestwo czeka, by nim zarządzać,
Ale króla nie ma, we śnie się pogrąża.
On jednak wstał późno zadowolony,
Wiedząc o tym, że jest błogosławiony.
Wszystko ma, czego więcej mu trzeba,
Robi co chce i ma dostatek chleba.

Poddani jednak mieli dosyć już tego.
I żeby się pozbyć króla próżnego,
Wezwali czarownika na pomoc,
Taki ma swoje sposoby, jak wiadomo.
Stworzył zaklęcie, ale dał ostrzeżenie:
To potężna na zagubionych reguła,
Nie wiem, czy go nie zabije ta formuła
”.
Lud bezlitośnie domagał się swego,
Takiego tłumu nie zatrzymasz kolego.

Następnego dnia coś się wydarzyło,
Król przed lustrem i coś się zmieniło.
Ogarnęło go poczucie zrozumienia,
Wszystko było jasne, nie było już cienia.
Widział, jak sam siebie nie szanuje,
Robi postanowienia, ale ich nie wykonuje.
Gdy pora na spacer jemu się nie chce,
Pora iść spać, ale on chciałby jeszcze.
Na obiad ma ochotę na coś innego,
Nigdy na to, co ugotowali dla niego.
Gdy trzeba się zająć królestwa sprawami,
On myśli o tym, co jest za drzwiami.
Gdy czas wyruszyć na polowanie,
Król w tym czasie wolałby taniec.
Zobaczył siebie jako niewolnika,
Któremu się każe, ale nigdy pyta.
Zobaczył, że dopadła go bieda,
Z tymi chęciami nic zrobić się nie da.
Pragnienia decydują, co robi i jak żyje,
Pomyślał: „beznadzieja, chyba się zabije”.

Gdy tak lamentował ze sznurem na szyi,
Pojawił się czarodziej w tej właśnie chwili.
Zdjęty litością tak pocieszał króla:
Nie martw się Panie, wolność to bzdura.
Nawet ci chłopi nie znają samych siebie,
Myśląc naiwnie, że dotyczy to Ciebie.
Tak samo, jak i Ty, tak samo i oni,
Pchani przez emocje w ciągłej pogoni.
Nie wiedzą skąd i nie wiedzą dlaczego,
Bo boją się pytać, otóż właśnie dlatego
”.