Pastwisko

Pastwisko-FB.jpg

Tam, gdzie ogromna polana,
Pomiędzy lasami schowana.
Tam, gdzie owieczki wypasają,
A trzy czworonogi ochraniają.
Tam, ta opowieść się zaczyna,
Tam też pasterz i jego rodzina.

Z obrońców stada wielkiego,
Dwóch jest rozmiaru słusznego.
Brutus i Dżeki to pełna powaga,
Nie lekceważ ich, taka moja rada.
Trzeci Reksio to jest taki zbrojny,
Że raczej woli taniec od wojny,
Nie ugryzie, możesz być spokojny.

Jednak pod drzewkiem przy lesie,
Wiatr hałasy przeróżne niesie.
Reksio odwrócił się zaintrygowany,
Usłyszał dźwięk niespodziewany.
A to, co zobaczył, całkiem go zmroziło,
Ujrzał groźne oczy i nie było już tak miło.

Niedźwiedź! – pomyślał i ruszył biegiem,
Krzycząc wszystkim, że będą w biedzie.
Oznajmił, że natychmiast trzeba uciekać,
I to bezzwłocznie, nie ma na co czekać.
Owce nawet nie pytały, co jest grane,
Niż być obiadem, lepiej opuścić polane.
Ruszyły biegiem w pasterza stronę,
A nie na żarty zostały wystraszone.

Brutus i Dżeki zaalarmowani,
Chcieli walczyć, ale czy sami...?
Reksio odradzał nawet chwilę zwłoki,
Tam stado niedźwiedzi, słychać kroki.
Dwóch wojowników pomyślało,
Że na takie zagrożenie jest ich za mało.
I tak całe to zgromadzenie uciekało,
Opisać tę panikę, słów będzie brakowało.
Biegli przed siebie ile sił w nogach,
Aż dotarli tam gdzie pasterz i zagroda.

Pasterz zaskoczony nie na żarty,
Pytał, co to znaczy, a człek to uparty.
Wypytywał, aż wreszcie się dowiedział,
Kto pierwszy ostrzeżenie powiedział.
Gdy dotarł do źródła tych rewelacji,
Nabrał podejrzeń i to nie bez racji.
Bo poszedł sprawdzić las straszliwy,
A zobaczył, że to sarna robi te dziwy.

Pasterz na koniec tak orzekł ferajnie,
Że następnym razem byłoby fajnie,
Gdyby ktokolwiek głowę podniósł,
A następnie otworzył swe piękne oczy,
Co by się upewnić, że tam dokąd kroczy,
Posyła go przyjaciel mądry i życzliwy,
A nie zlękniony krzykacz i jego dziwy.